- Państwo obecnie może albo zwrócić się do Brukseli o kontrole i kary, albo wyłączyć cały portal (...) Nie ma nic po środku - tak wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski mówi o metodach, jakimi dysponuje obecnie polski rząd w walce ze scamem. - Dziś państwo nie ma żadnych narzędzi, aby coś z tym zrobić - podkreśla.
Według zapowiedzi wiceministra cyfryzacji Dariusza Standerskiego w tym tygodniu resort cyfryzacji ma przedstawić rozwiązania ustawowe w zakresie nowych obowiązków dla podmiotów masowo przetwarzających dane. To efekt cyberataku na firmę MyDr, w wyniku którego wyciekły dane 19 mln Polaków. Incydent miał objąć 12 tys. placówek medycznych, które korzystały z systemu firmy do prowadzenia m.in. elektronicznej dokumentacji medycznej. To one mają teraz obowiązek informowania pacjentów o zdarzeniu.
Według Standerskiego konieczne jest "zwiększenie odpowiedzialności podmiotów, które przetwarzają dane, a nie są administratorami tych danych", a także "koniecznie trzeba zwiększyć obowiązki podmiotów, które przetwarzają dane masowo, niezależnie od tego (...), czy one administrują tymi danymi, czy tylko je przetwarzają".
W rozmowie z Rynkiem Zdrowia potwierdził, że propozycja nowelizacji prawa w tym obszarze pojawi się w niedalekiej przyszłości. - Mam nadzieję, że po zaprezentowaniu zmian ustawowych w zakresie uszczelnienia tego systemu, cały sektor (medyczny) zrozumie, że swoboda prowadzenia działalności gospodarczej i zawierania umów kończy się tam, gdzie masowo przetwarzane są dane - podkreślił.
Jak dodał, to, jakie firmy miałoby objąć nowe prawo, konsultowane jest z Urzędem Ochrony Danych Osobowych. - To ten urząd ma najwięcej praktycznej wiedzy w tym zakresie i tu będziemy zdawać się na specjalistów. To jasne, że liczba (posiadanych danych przez określoną firmę - przyp. red.), o której mówimy, będzie znacznie poniżej progu, jaki objął ten wyciek. Będziemy to ustalać na podstawie wcześniejszych doświadczeń - powiedział Dariusz Standerski.
Jak opisywaliśmy, w poniedziałek po raz pierwszy po cyberataku publicznie głos zabrał Piotr Miluski, CEO MyDr. W swoim oświadczeniu podkreślił: - Chcę przeprosić za niepokój, stres i niepewność, które spowodowała ta sytuacja. Przepraszam każdego pacjenta i każdego naszego użytkownika, niezależnie od tego, czy incydent w ogóle dotyczy jego danych. Wiem, że obawa o swoje dane medyczne nie jest zwykłym stresem - napisał.
Czytaj więcej
Kontrowersje w przypadku tej sprawy wzbudza także fakt, że resort cyfryzacji na konferencji prasowej informującej o incydencie w MyDr poinformował, że na stronie BezpieczneDane.gov.pl każdy obywatel będzie mógł sprawdzić, czy jego dane znalazły się rękach przestępców (jak na razie nie zostały ani sprzedane, ani opublikowane w darknecie - przyp. red.).
Do tej pory jednak - 2 tygodnie po upublicznieniu pierwszych informacji o incydencie - dane Polaków nie znalazły się w rządowym serwisie.
- Minister cyfryzacji nie bierze udziału w śledztwie, a policja i prokuratura. Zgodnie z przepisami Kodeksu postępowania karnego, wszystkie takie czynności muszą być poprzedzone postanowieniem prokuratora. Postanowienie już jest, policja po zabezpieczeniu tych danych - aby mogły zostać bezpiecznie przekazane do NASK - przekaże je instytucji. Potem potrzeba około 6 godzin, aby "wgrać" te dane na platformę. Pytania, kiedy opublikowane zostaną dane, trzeba kierować do policji - tłumaczył w odpowiedzi na to pytanie Dariusz Standerski.
Walka ze scamem. "Państwo nie ma narzędzi"W ostatnich dniach na bieżąco opisujemy w WNP batalię szefa InPost Rafała Brzoski z Metą. Przedsiębiorca walczy z technologicznym gigantem od ponad dwóch lat i mimo wyroku sądów, fałszywe reklamy z jego wizerunkiem nadal pojawiają się w mediach społecznościowych należących do koncernu.
Dariusz Standerski pytany o tę kwestię zaznacza, że "wyścig z reklamowym scamem się nie kończy, bo z roku na rok widać wzrost blokowanych stron o kilkadziesiąt procent".
Jesteśmy przygotowani technicznie, aby obsługiwać jeszcze więcej takich reklam (tj. zgłaszać je do usunięcia przez platformę - przyp. red.), ale nie mamy dziś narzędzi dotyczących blokowania treści na portalach. Państwo obecnie może albo zwrócić się do Brukseli o kontrole i kary, albo wyłączyć cały portal. Zgodzimy się chyba, że wyłączenie portalu byłoby nieproporcjonalne do tego, co tam się dzieje. Nie ma nic po środku - zauważył wiceminister cyfryzacji.
Jak dodał: - To, co było, to ustawa, która została zawetowana przez prezydenta 9 stycznia br. Ustawa w tym zakresie ponownie znalazła się w Sejmie i ponownie trafi na biurko prezydenta w ciągu 2 miesięcy. Mam nadzieję, że pan prezydent, który często sam pada ofiarą takich przestępstw (scamu - przyp. red.), tę ustawę podpisze. Dziś państwo nie ma żadnych narzędzi, aby coś z tym zrobić - stwierdził Standerski.
Podkreślił też, że w tym przypadku Rafał Brzoska "nie uruchomił aparatu państwa, bo aparat państwa jest dla każdego obywatela".
- Jesteśmy od tego, aby miliony obywateli miały narzędzia w ręku (do usuwania scamu). Gdyby prezydent tę ustawę podpisał, to każdy obywatel miałby możliwość zgłoszenia nielegalnych treści do odpowiednich organów - podsumował.
Obywatel kontra platformaJak wskazał Standerski, obecnie jedyną możliwością walki z fałszywymi reklamami wykorzystującymi wizerunek danej osoby jest ścieżka odszkodowawcza - w ramach przepisów prawa cywilnego czy o ochronie danych osobowych.
- Prezydent zawetował ustawę, która nie tylko dotyczyła oszustw finansowych, ale też przepisy dotyczące blokowania treści zawierających wykorzystanie seksualne nieletnich, nakłaniających do popełnienia samobójstwa czy prezentujące okaleczenia, handel ludźmi - zakończył ten wątek wiceminister cyfryzacji.